2 lutego 2016

SIARKOWE KOSMETYKI - HIT CZY KIT?

Hej! Wreszcie mogę opublikować post, który czeka już od bardzo, bardzo dawna. Niestety nie myślałam, że sesja pochłania tyle czasu i godzin, podczas których teoretycznie powinnam spać ;) Jak do tej pory wszystko zaliczone! Zostały mi trzy ostatnie egzaminy i wreszcie wracam do domu. Mam nadzieję, że pogoda też się trochę poprawi i będę mogła dodawać tu wpisy i być bardziej aktywna w social media ;)

Zdjęcia, które dziś publikuję, przy wykonywaniu sprawiały mi mnóstwo frajdy. Chciałam, by każdy element do siebie pasował i tym oto sposobem coś takiego stworzyłam :) Dla wytrwałych na koniec posta coś ekstra!

Jeśli chodzi o recenzje kosmetyków, osobiście lubię konkretne informacje, które zadecydują czy kupię dany produkt, czy też nie.

Razem z marką Barwa mam dla Was całą masę niespodzianek! Dwie recenzje, dwa konkursy i sporo nagród :) Dzisiejszy wpis poświęcę na linię Barwa Siarkowa. Produkty, które wybrałam to tonik oraz peeling.
Nie będę zasypywać Was informacjami, co obiecuje producent, bo można to wyczytać na opakowaniu. Dla mnie (i pewnie dla Was też) jest bardziej istotne, jak dany kosmetyk zachowuje się na skórze. 

Specjalistyczny siarkowy tonik antybakteryjny dostaniecie głównie w Rossmannie, na oficjalnej stronie marki TUTAJ ale w wielu innych drogeriach także. To, jak aplikuje się go na wacik jest świetne, bo nie wylewacie za dużo produktu, tylko odpowiednią ilość. Duży plus! Jakie jeszcze inne pozytywne cechy zauważyłam?

♥ orzeźwiający zapach (przypomina mi lato, plażę i słoneczne, gorące dni)
♥ świetnie oczyszcza
♥ delikatnie matuje skórę
♥ szybko się wchłania, nie pozostawiając lepkiej warstwy
♥ łagodzi zmiany trądzikowe
Nie wiem, jak jest u Was z peelingami, ale ja zawsze mam problem ze znalezieniem odpowiedniego. Podejmowałam już wiele prób i przeróżne peelingi lądowały w mojej kosmetyczce. Niektóre z powodzeniem dzielnie mi służyły, inne musiałam odstawić. Ciężko trafić na peeling, który będzie dobrze złuszczał naskórek, ale nie zrobi ci masakry na twarzy czy też nie będziesz żałować zakupu, bo nic nie wniesie do Twojego życia.

Z linii Barwa Siarkowa wybrałam Peeling Siarkowy Drobnoziarnisty i to był strzał w dziesiątkę. Co prawda, moja cera jest bardzo wymagająca i dla dłuższych efektów musiałabym częściej stosować taki peeling, ale o to właśnie chodzi we wszystkich kosmetykach.

Plusy, które zauważyłam:
♥ nie podrażnia
♥ niska cena
♥ idealna grubość ziarenek
♥ cera jest dogłębnie oczyszczona

Myślę, że peeling sprawdzi się u osób, które mają cerę tłustą lub mieszaną, skłonną do wyprysków. Delikatne składniki i działanie to wielki plus. Przy kosmetykach antytrądzikowych trzeba liczyć się z tym, że mogą nam wysuszyć skórę, a ja nie zauważyłam takiego problemu.
Podsumowując: za taką cenę - takie efekty to bardzo fajna sprawa. Firma Barwa pozwala przekonać się Wam na własnej skórze (dosłownie i w przenośni :)), że warto kupować siarkowe kosmetyki i... macie możliwość przetestowania, wygrywając je w konkursie. Poniżej zamieszczam zdjęcia nagród, a więcej o rozdaniu dowiecie się na moim Facebooku :)

12 stycznia 2016

MOJA METAMORFOZA

Cześć! Dzisiaj to ja piszę - Natalia. Chciałabym się z Wami podzielić ostatnim okresem mojego życia. Był on dość przełomowy w zeszłym roku. To jakby podsumowanie minionego, dzięki czemu rozpoczynam obecny silniejsza i z uśmiechem na twarzy. Ale od początku...

15 lat. 65 kg. 170 cm wzrostu. Nienawidziłam swojego wyglądu. Czułam się gruba i brzydka wśród reszty moich koleżanek z klasy. Czułam, że reszta ludzi szydzi ze mnie i z mojego wyglądu. Bliskiej przyjaciółki nie miałam, chłopaka też. Czułam, że nie jestem szczęśliwa we własnym ciele. Początkowo mnie to nie obchodziło. Zawsze było tak, że byłam ciut większa od innych dziewczynek, zaczęłam szybciej dojrzewać, stałam się bardziej poważna. Nigdy jakoś nie przejmowałam się tym, chociaż pamiętam jak się czułam, kiedy odstawałam od reszty ,,grupek’’ klasowych. Miałam przyjaciółki, które później dziwnym trafem przestawały nimi być. Kilka razy tak było, a byłam dopiero w podstawówce. Ale nic, widocznie tak musiało być. 

Jakoś później obcięłam włosy. Nie wiem co mnie do tego popchnęło, ponieważ zaczęłam po tym czuć się jeszcze gorzej.  Od zawsze było tak, że koleżanki mnie obgadywały. Mama zawsze powtarzała, że one mi tylko zazdroszczą. Tylko według mnie, nie miały czego. Czułam się gruba, brzydka, odepchnięta od reszty koleżanek i kolegów, bo nie pasowałam do nich.
I tak leciał czas. Nigdy nie miałam o sobie wygórowanego zdania. Nie malowałam się, ubierałam się w ładne ubrania, bo już od małego lubiłam ze starszą siostrą stroić się i wyglądać inaczej, jeśli chodziło o modę. Ale byłam skromna. Nie wywyższałam się, co to niektórzy. Było wiele takich momentów, że wracałam ze szkoły i płakałam, bo nie radziłam sobie nie w szkole, ale z innymi dziećmi. To mnie ktoś obgadywał i nazwał brzydką, co usłyszałam. To ktoś na mnie dziwnie patrzył i robił dziwne miny zwracając uwagę na mój wygląd. Nie wiem czemu, ale od zawsze wolałam się trzymać z chłopakami, mimo, że aprobata dziewczyn też była dla mnie ważna. Ale chłopaki też, tak samo jak dziewczyny, zwracali uwagę na wygląd.
I tak minął czas do trzeciej klasy gimnazjum. W międzyczasie okazało się, że mam wadę wzroku, czego skutkiem było noszenie okularów, co też przyczyniło się do jeszcze większego znienawidzenia siebie i swojego wyglądu.
Tak było, aż do marca zeszłego roku. Do tej pory tylko narzekałam na siebie, nie potrafiłam wziąć się za siebie, bo nie czułam się silna psychicznie i wiedziałam, że i tak nie dam rady, bo nie miałam wystarczającej motywacji. Aż pojawił się pewien chłopak. Nie chciałam być wiecznie tą samą ,,nieszczęśliwą Natalką’’, chciałam się sama sobie też w końcu spodobać. Zapragnęłam też taka być. Więc zaczęłam ćwiczyć.
Nie było tak, że poszłam z mamą do dietetyka i ułożył mi on dietę. Nie. Wszystko zrobiłam na własną rękę. I muszę przyznać, że to były najcięższe miesiące w moim życiu.
Zaczęło się od tego, że wpadłam na pomysł, żeby mniej jeść. I nie pić gazowanych napojów. I poszedł kilogram w dół. Potem półtora. Ale to wciąż było dla mnie za mało. Po wakacjach miałam iść do liceum, chciałam się zmienić. Więc zaczęłam działać ostrzej.
Głodziłam się, choć teraz się tego wstydzę. Myślałam, że jeśli nic nie zjem, to na następny dzień będę szczuplejsza i tak w kółko. Ale oszukiwałam w ten sposób swój organizm. Chudłam, to fakt, ale cokolwiek później jadłam, nawet w najmniejszych porcjach, sprawiało, że utracona waga wracała. Jednak nie chciałam przestawać.

Zaczęłam chudnąć, piłam dużo wody, chciałam w pewien sposób oczyścić swój organizm. Ale trwało to bardzo długo. Chciałam za wszelką cenę szybko się zmienić. Waga pokazywała 60 kg. To już plus, chociaż nie pamiętam po jakim czasie. I po tym waga ustała. Załamałam się i nie chciałam już nic jeść. Nie docierało do mnie to, że mój organizm bardzo się osłabił. Byłam wiecznie blada, zmęczona, dużo spałam, byłam słaba i nie miałam chęci na nic. W końcu doszło do tego, że zdarzały mi się omdlenia.
Po pewnym czasie postanowiłam, że może zacznę ćwiczyć, chociaż bałam się, że przez to przytyję. Robiłam ćwiczenia w domu, to z YT, to z książki Ewy Chodakowskiej. Polubiłam Mel B, bo dawała dużo energii podczas ćwiczeń. I tak ćwiczyłam, ćwiczyłam, aż waga pokazała 58,5 kg. Byłam w niebie, chociaż wciąż czułam, że mnie to nie zadowala.  To zaczęłam ćwiczyć intensywniej. Zaczęłam jeść dużo owoców i warzyw, przez co stały się one moim ulubionym jedzeniem. I przede wszystkim piłam dużo wody.
Te całe ćwiczenia z tym lepszym odżywianiem się trwały do końca wakacji. Potem poszłam do liceum, zaczęła się nauka, nie miałam czasu już tyle ćwiczyć co w wakacje, musiałam się cały czas uczyć. Nie potrafiłam jeszcze przystosować się do innego trybu życia niż przed wakacjami. Inna szkoła, inni ludzie. Straciłam kontakt z tymi osobami, które sprawiały, że czułam się gorzej sama ze sobą, zostałam z tymi, na których mi bardzo zależało. Miałam chłopaka, tego samego, dzięki któremu w pewnym sensie postanowiłam się zmienić. Szkoła stała się jednym z moich ulubionych miejsc, polubiłam ją bardzo. Byłam szczęśliwa, chociaż nie do końca, bo miałam wyrzuty sumienia, że już nie ćwiczę i chorobliwie bałam się, że znowu przytyje. To stało się już dla mnie koszmarem. Stały lęk o to, czy nie przytyję, czy nie będę miała dodatkowej fałdki tu czy tam. Ale nie mogłam nic poradzić, bo nie starczało mi czasu. A jeśli on był, odsypiałam szkołę. I znowu było wiele momentów, kiedy wmawiałam sobie, że nie mogę jeść i się głodowałam kilka razy w tygodniu. Straciłam apetyt i wszelkie chęci.
Aż w końcu nadarzyła się okazja wskoczenia w sukienkę na imprezę. Do tej pory nosiłam jakieś luźniejsze spodnie i bluzki. I kiedy założyłam tą sukienkę, uświadomiłam sobie jak dużo się zmieniłam. Spojrzałam na siebie w lustrze i zobaczyłam ładną, zgrabną dziewczynę z uśmiechem na twarzy. Spodobałam się samej sobie. To był dla mnie sukces. Waga pokazywała 56 kg. Zaczęłam się cieszyć z każdego kolejnego dnia. Kiedy jechałam na zakupy widziałam tą dużą różnicę. Z bluzek z rozmiaru 40 teraz zaczęłam nosić 34 i 36, z dołem ubioru identycznie. Byłam taka dumna z siebie, chociaż wiem, ile mnie to kosztowało. Okulary zamieniłam na soczewki, co było jedną z lepszych decyzji. 
Obecnie nie ćwiczę, chociaż od 1 stycznia zaczęłam ćwiczyć, żeby wyrobić sobie mięśnie. Po zbyt szybkim odchudzaniu zostało mi dużo mało elastycznej skóry, którą chcę wyćwiczyć i zamienić w tkankę mięśniową. I nie po to, żeby schudnąć. Tylko dla samej siebie, dla lepszego zdrowia i samopoczucia. Aktualnie jem to co chcę, chociaż uważam, żeby nie jeść smażonego, pić mało gazowanych napojów, jeść mniej słodyczy. I jeść dużo warzyw i owoców. Kto wie, może będę robiła coraz większe postępy i w końcu będę zadowolona z siebie w 100%? Zobaczymy.
Chciałabym Wam tylko powiedzieć, że jeśli chcecie zmienić coś w swoim wyglądzie odchudzając się, nie głodźcie się. Ponieważ bardzo osłabicie przez to swój organizm. Ja przez to, że to robiłam, mam teraz obniżoną odporność, bladą skórę i wypadające włosy. Ale to też zamierzam zmienić i dbać bardziej o siebie niż do tej pory. Ale najważniejsze. Jeśli źle czujecie się ze swoim ciałem, ruszcie tyłki, podnieście się i zróbcie coś ze sobą. Bo z własnego doświadczenia wiem, że stałe narzekanie nic nie da. Trzeba przejść do czynów. Jest na YT pełno ćwiczeń, które mogą wam pomóc. Ja osobiście polecam Mel B. Ma 10-minutowe ćwiczenia, są ciężkie, ale naprawdę przyjemne. I zamierzam z nich korzystać. 
Życzę Wam powodzenia i sobie też tego życzę. Zacznijcie ten rok tak, jak wy tego chcecie. A z pewnością Wam się uda. Buziaki :*

7 stycznia 2016

TAM DOM MÓJ, GDZIE PIES MÓJ

Witajcie! Dzisiaj bardzo przyjemny post, ponieważ będziecie mogli zobaczyć moje dwa skarby, Lolę i Mańka.
 
Za oknem zimno i szaro. Święta i Sylwester minęły w zastraszająco szybkim tempie. Powrót do szkoły, znowu wdrożenie się w ten codzienny rytm nauki i pracy. Śnieg spadł, co czyni mnie mega szczęśliwą, bo bardzo długo na to czekałam. Ale jest też bardzo zimno. W takie zimowe wieczory najlepiej ubrać się w ciepły gruby sweter, zaszyć się w swoim pokoju, z kubkiem gorącej herbaty. Ale czemu nie umilić tego małymi psiakami? Miło spędzić z nimi czas i poprawić swój humor. 

Moje dwa skarby to najwspanialsze stworzenia pod Słońcem. Poprawią mi zawsze humor, rozweselą, spędzą ze mną czas. To moje oczka w głowie, są dla mnie wszystkim. Dlatego nie mogłam się oprzeć i musiałam mieć jakieś ,,psie elementy’’ u siebie w pokoju (jak na psią mamę przystało;)). Jak widzicie, Loli i Mańkowi również się one spodobały. Poza tym, pozują jakby urodziły się przed aparatem. 

Jeśli tak jak ja szalenie kochacie swoje koty czy psy, możecie kupić podobne akcesoria w sklepie Pupilu. Asortyment nie kończy się na kubkach i poszewkach :) Znajdziecie etui na telefon, breloki, notesy, ubranka dla zwierząt, t-shirty czy plakaty

Buziaki i wszystkiego dobrego w Nowym Roku, życzę Wam ja oraz moje dwa małe skarby! Zapraszam do oglądania naszej sesji :)

kubek PUPILU | poszewki PUPILU | sweter CHOIES | spodnie NEW YORKER